Ta książka stała się dla mnie czymś na miarę „Portretu
Doriana Graya”. Jeszcze przed lekturą podchodziłem do niej niezwykle
optymistycznie i nie zawiodłem się. Andre Gide ukazał w niej całą swą
kunsztowność i od początku tworzy atmosferę pamiętnikową, z której
bezpośredniość wytwarza zupełnie nowe przestrzenie interpretacyjne. Narrator –
Pisarz nie szczędzi czytelnikowi
szczegółowych opisów.
Zaczyna dosyć niewinnie – od zarysowania konfliktu
religijnego, w który ze względu na historię rodzinną został wplątany.
Protestantyzm czy rzymsko katolicyzm? – za kim się opowiada? Młody, nieświadomy
sam próbuje się określić w poplątanych powinowactwach i zasadach. Nie przystaje
do towarzystwa. Pierwsza część opowiada o jego próbie odnalezienia się w
zawiłościach konwenansów. Jego charakter, a przede wszystkim wrażliwość i
egocentryzm sprawia, iż niewinność przypisywana dziecku nie objawiała się u
niego w sposób typowy. Chciałbym tu wnieść osobistą refleksję. Biorąc pod
uwagę, iż człowiek patrzy ze swojej perspektywy, ciężko ciągle odnosić się do
innych i skupiać się na nich, w momencie, gdy się jest dzieckiem i poznaje
świat. Pisarz w swoich retrospekcjach sporo miejsca poświęca poznawaniu
rodziny, kształtowaniu się więzi międzyludzkich, pierwszych pragnieniach,
fascynacjach. Za wyjątkowe można uznać, niezwykle popędliwą naturę nawet, jak
na dziecko.
Nie szukał piękna tam, gdzie to było oczywiste, balansował
na krawędzi. Uwielbiał sobie sprawiać przyjemność. Mogło to wynikać z tego, że
był jedynakiem. Jego skłonności, nadmierna ekspresja i chęć sprawienia sobie
przyjemności, skutkowały problemami w szkole (uważam, że i tak zbezcześciłem
piękny opis, w którym ujął on swe nieświadome zaspokajanie – nie dostrzegał w
tym nic złego). Wrażliwość natomiast i chęć ucieczki przed wyzwaniami
codzienności doprowadziła do tego, iż zdrowotnie osłabł. Był znerwicowany, na
początku miało to służyć do uniknięcia niechcianych sytuacji, potem jednak
sprawa stała się poważniejsza.
Nie zmienia to tego, że mimo topornego procesu edukacji
Andre osiągnął sukcesy w dziedzinie muzycznej. Rozwinął wiele pasji. Stał się
podróżnikiem, pisarzem. Zyskał wielu przyjaciół. Mimo zbuntowanej natury
nauczył się na własnych błędach i doświadczeniach, jak należy postępować
zgodnie z sobą, a nie oczekiwaniami.
Ludzie wokół dawali mu świadectwo, iż trzeba przestrzegać
zasad, ale są luki, które należy wypełnić. Doskonale je nasycał własnymi
decyzjami, porywami serca. Mimo lekko rozwiązłego podejścia w aspekcie mężczyzn,
potrafił zachować fason. Cały czas szukał siebie. Nie chciał być postrzegany
jako gorszy, dlatego też spróbował z afrykańską prostytutką, chociaż wolał Pana
i o nim myślał w trakcie stosunku płciowego.
Ciężko jest mi zarysować w recenzji ogrom wydarzeń, jakie
miały miejsce w tej książce. Sam autor pisząc swe dzieło wraca do pewnych rzeczy,
modyfikuje, nadaje im nowy wymiar. Gide panikował w różnych momentach,
wycofywał się, miotał, jednak darzył bliskie osoby olbrzymim uczuciem i w
pewnym momencie odnalazł harmonię. Było to bodajże podczas spacerów w Afryce.
Uspokoił się i zaakceptował swoją naturę, nie chciał już z nią walczyć,
poskramiać.
Siła charakteru, przyzwyczajenie do wygód, chęć podjęcia
ryzyka, ale też i niebanalność wyborów wielokrotnie spowodowały ciekawe sploty
wydarzeń. Młodzieniec mimo wieku potrafił odnaleźć się w różnych sytuacjach.
Mimo jawnej dominacji zainteresowania płcią męską zakochał się w swojej
kuzynce. Darzył ją miłością platoniczną, która doprowadziła nawet do ślubu.
Widoczny ślad pozostawia też Oscar Wilde, który jak się
pojawił, to od razu podwoił moją radość. Połączenie nierozbudzonej, wstrzymywanej
żądzy Gidego i wyzwolonego od konwenansów Irlandczyka z góry musiało wyzwolić
pewien ciąg wydarzeń. Ich relacje dosyć burzliwe, specyfika kontaktów i
bezpośredniość stały się podstawą do zrzucania maski przez Francuza. Nie
hamował już własnych pragnień, gdyż purytańskie wychowanie go ograniczało.
Wszędzie czuł brud i niesmak, jednak z czasem pewne zjawiska nabierały nowego
blasku. Chcąc przedstawić swoich przyjaciół nie oszczędzał ich, przywary
stanowiły dodatek do rozwoju wydarzeń. Andre dostosowywał się do sytuacji,
często zmieniał plany, jednakże realizował swoje plany. Sporo pozwiedzał, nawet
wyraża opinie o różnych miejscach.
Bardzo ciekawie autor odnosi się do tematyki śmierci.
Dostrzega w niej bezradność, smutek, jednak artyzm, emocje, które się w
ostatnich chwilach życia uaktywniają, bądź też kontekst sytuacyjny wprawia go w
sprzeczne stany, graniczące z ekstazą nawet. Potrafi dostrzec emocje osób
odchodzących, żegnających się z bliskimi. Jedni wolą w ciszy odejść, inni do
końca wyrażają chęć pomocy bliskim, kierowania ich losem. Nie ma w tym nic
złego świadczy to o sile miłości.
To właśnie uczucie w różnych odmianach ukształtowało autora.
Zyskał pokorę, stabilność mając już zasiane ziarno, wcześniej szukał podatnego
gruntu. W momencie osiągnięcia tego wystarczyło poczekać na wzrost roślinki.
Ostateczny jej kształt dopiero pod koniec życia, by się uformował.
Gide zawsze wykazywał skrajny indywidualizm i okazywał to
kiedy tylko mógł (zachwyt naturą – pomoc w klasyfikowaniu gatunków roślin). Troszczył
się o zwierzęta, jak i o przyjaciół, rodzinę. Miał też ulubioną zabawkę w dzieciństwie
– kalejdoskop.
Książka ta jest właśnie tego typu urządzeniem. Pokazuje nam
skrawki jego historii, za każdym razem kolorowe, piękne, jednak inaczej
ułożone, zmieniające się, nakładające, odrzucające, różnorodne. Warto pamiętać,
że mimo iluzoryczności widoków, są to wciąż te same szkiełka i historia, która
urzeka i nie można się od niej oderwać.
Sposób poprowadzenia jak i metaforyczność, odwołania się do
swojej pracy zawodowej pokazują profesjonalizm. Chęć upamiętnienia okresu burz
i przemian jest czymś normalnym, zwłaszcza, gdy człowiek osiągnie już jakiś
pułap i może mierzyć tylko wyżej.
Ocena książki: 10/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz