sobota, 1 listopada 2014

Jeżeli nie umiera ziarno

Ta książka stała się dla mnie czymś na miarę „Portretu Doriana Graya”. Jeszcze przed lekturą podchodziłem do niej niezwykle optymistycznie i nie zawiodłem się. Andre Gide ukazał w niej całą swą kunsztowność i od początku tworzy atmosferę pamiętnikową, z której bezpośredniość wytwarza zupełnie nowe przestrzenie interpretacyjne. Narrator – Pisarz  nie szczędzi czytelnikowi szczegółowych opisów.
Zaczyna dosyć niewinnie – od zarysowania konfliktu religijnego, w który ze względu na historię rodzinną został wplątany. Protestantyzm czy rzymsko katolicyzm? – za kim się opowiada? Młody, nieświadomy sam próbuje się określić w poplątanych powinowactwach i zasadach. Nie przystaje do towarzystwa. Pierwsza część opowiada o jego próbie odnalezienia się w zawiłościach konwenansów. Jego charakter, a przede wszystkim wrażliwość i egocentryzm sprawia, iż niewinność przypisywana dziecku nie objawiała się u niego w sposób typowy. Chciałbym tu wnieść osobistą refleksję. Biorąc pod uwagę, iż człowiek patrzy ze swojej perspektywy, ciężko ciągle odnosić się do innych i skupiać się na nich, w momencie, gdy się jest dzieckiem i poznaje świat. Pisarz w swoich retrospekcjach sporo miejsca poświęca poznawaniu rodziny, kształtowaniu się więzi międzyludzkich, pierwszych pragnieniach, fascynacjach. Za wyjątkowe można uznać, niezwykle popędliwą naturę nawet, jak na dziecko.
Nie szukał piękna tam, gdzie to było oczywiste, balansował na krawędzi. Uwielbiał sobie sprawiać przyjemność. Mogło to wynikać z tego, że był jedynakiem. Jego skłonności, nadmierna ekspresja i chęć sprawienia sobie przyjemności, skutkowały problemami w szkole (uważam, że i tak zbezcześciłem piękny opis, w którym ujął on swe nieświadome zaspokajanie – nie dostrzegał w tym nic złego). Wrażliwość natomiast i chęć ucieczki przed wyzwaniami codzienności doprowadziła do tego, iż zdrowotnie osłabł. Był znerwicowany, na początku miało to służyć do uniknięcia niechcianych sytuacji, potem jednak sprawa stała się poważniejsza.
Nie zmienia to tego, że mimo topornego procesu edukacji Andre osiągnął sukcesy w dziedzinie muzycznej. Rozwinął wiele pasji. Stał się podróżnikiem, pisarzem. Zyskał wielu przyjaciół. Mimo zbuntowanej natury nauczył się na własnych błędach i doświadczeniach, jak należy postępować zgodnie z sobą, a nie oczekiwaniami.

Ludzie wokół dawali mu świadectwo, iż trzeba przestrzegać zasad, ale są luki, które należy wypełnić. Doskonale je nasycał własnymi decyzjami, porywami serca. Mimo lekko rozwiązłego podejścia w aspekcie mężczyzn, potrafił zachować fason. Cały czas szukał siebie. Nie chciał być postrzegany jako gorszy, dlatego też spróbował z afrykańską prostytutką, chociaż wolał Pana i o nim myślał w trakcie stosunku płciowego.
Ciężko jest mi zarysować w recenzji ogrom wydarzeń, jakie miały miejsce w tej książce. Sam autor pisząc swe dzieło wraca do pewnych rzeczy, modyfikuje, nadaje im nowy wymiar. Gide panikował w różnych momentach, wycofywał się, miotał, jednak darzył bliskie osoby olbrzymim uczuciem i w pewnym momencie odnalazł harmonię. Było to bodajże podczas spacerów w Afryce. Uspokoił się i zaakceptował swoją naturę, nie chciał już z nią walczyć, poskramiać.
Siła charakteru, przyzwyczajenie do wygód, chęć podjęcia ryzyka, ale też i niebanalność wyborów wielokrotnie spowodowały ciekawe sploty wydarzeń. Młodzieniec mimo wieku potrafił odnaleźć się w różnych sytuacjach. Mimo jawnej dominacji zainteresowania płcią męską zakochał się w swojej kuzynce. Darzył ją miłością platoniczną, która doprowadziła nawet do ślubu.
Widoczny ślad pozostawia też Oscar Wilde, który jak się pojawił, to od razu podwoił moją radość. Połączenie nierozbudzonej, wstrzymywanej żądzy Gidego i wyzwolonego od konwenansów Irlandczyka z góry musiało wyzwolić pewien ciąg wydarzeń. Ich relacje dosyć burzliwe, specyfika kontaktów i bezpośredniość stały się podstawą do zrzucania maski przez Francuza. Nie hamował już własnych pragnień, gdyż purytańskie wychowanie go ograniczało. Wszędzie czuł brud i niesmak, jednak z czasem pewne zjawiska nabierały nowego blasku. Chcąc przedstawić swoich przyjaciół nie oszczędzał ich, przywary stanowiły dodatek do rozwoju wydarzeń. Andre dostosowywał się do sytuacji, często zmieniał plany, jednakże realizował swoje plany. Sporo pozwiedzał, nawet wyraża opinie o różnych miejscach.
Bardzo ciekawie autor odnosi się do tematyki śmierci. Dostrzega w niej bezradność, smutek, jednak artyzm, emocje, które się w ostatnich chwilach życia uaktywniają, bądź też kontekst sytuacyjny wprawia go w sprzeczne stany, graniczące z ekstazą nawet. Potrafi dostrzec emocje osób odchodzących, żegnających się z bliskimi. Jedni wolą w ciszy odejść, inni do końca wyrażają chęć pomocy bliskim, kierowania ich losem. Nie ma w tym nic złego świadczy to o sile miłości.
To właśnie uczucie w różnych odmianach ukształtowało autora. Zyskał pokorę, stabilność mając już zasiane ziarno, wcześniej szukał podatnego gruntu. W momencie osiągnięcia tego wystarczyło poczekać na wzrost roślinki. Ostateczny jej kształt dopiero pod koniec życia, by się uformował.
Gide zawsze wykazywał skrajny indywidualizm i okazywał to kiedy tylko mógł (zachwyt naturą – pomoc w klasyfikowaniu gatunków roślin). Troszczył się o zwierzęta, jak i o przyjaciół, rodzinę. Miał też ulubioną zabawkę w dzieciństwie – kalejdoskop.
Książka ta jest właśnie tego typu urządzeniem. Pokazuje nam skrawki jego historii, za każdym razem kolorowe, piękne, jednak inaczej ułożone, zmieniające się, nakładające, odrzucające, różnorodne. Warto pamiętać, że mimo iluzoryczności widoków, są to wciąż te same szkiełka i historia, która urzeka i nie można się od niej oderwać.
Sposób poprowadzenia jak i metaforyczność, odwołania się do swojej pracy zawodowej pokazują profesjonalizm. Chęć upamiętnienia okresu burz i przemian jest czymś normalnym, zwłaszcza, gdy człowiek osiągnie już jakiś pułap i może mierzyć tylko wyżej.


Ocena książki: 10/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz